sobota, 8 sierpnia 2020

I come back!

08 sierpnia 16 Comments

 

Mam nadzieję, że jeszcze o mnie nie zapomnieliście! Dawno nie miałam tak długiej przerwy od bloga. W czerwcu przytłoczył mnie przede wszystkim nadmiar obowiązków, dlatego przestałam się tutaj udzielać. Zaczęłam nową pracę, a w międzyczasie przygotowywałam się do obrony, którą miałam w lipcu. Zakończyłam moje studia broniąc się na 5, z czego jestem bardzo dumna, ale o dalszych planach jeszcze nie zadecydowałam. Odkąd skończyłam studia zaczęłam też udzielać zajęć z angielskiego, stąd mój grafik jest ostatnio mega napięty. Postanowiłam jednak trochę zwolnić i dać sobie kilka dni na odpoczynek, a to zmotywowało mnie do tego aby w końcu tutaj coś napisać!

Dzisiejszy post nie będzie ani recenzją kosmetyku ani poleceniem filmu a zapowiedzią tego, co będzie się tutaj działo. Mam nadzieję, że tak długa nieobecność tutaj była moją pierwszą i ostatnią - ale to zweryfikuje czas! Mimo, że nie pojawiały się tutaj żadne posty to cały czas myślałam o tym, co chciałabym Wam pokazać. Pojawi się na pewno wiele nowości - i tych kosmetycznych i związanych z włosingiem - a w przeciągu kilku tygodni planuję zrobić z Wami wyzwanie, w którym wspólnie zapuszczać będziemy włosy! W ostatnich tygodniach pracowałam również nad wyglądem bloga. Chciałabym wprowadzić tutaj kilka zmian, aby lepiej się z niego korzystało i przede wszystkim przyjemniej czytało. 


Mam nadzieję, że zmiany zostaną wprowadzone jak najszybciej i będziecie zadowoleni tak bardzo, jak ja!


  

niedziela, 14 czerwca 2020

Anastasia Beverly Hills vs MORPHE

14 czerwca 41 Comments

Witajcie kochani! Lato zbliża się wielkimi krokami, a ja już rozpływam się przy trzydziestu stopniach na zewnątrz. Uwielbiam słoneczną pogodę i coraz bardziej odczuwam wakacje, chociaż został mi jeszcze miesiąc studiów. Powoli kończy się moja przygoda a ja do końca nie wiem co mam ze sobą zrobić dalej - kolejne studia, praca? Jak to wszystko ma wyglądać? W głowie mam sporo myśli, ale ciężko jest mi się zdecydować i podjąć odpowiednią decyzję.


W dzisiejszym poście przychodzę do Was z porównaniem dwóch topowych marek, a mianowicie Morphe oraz Anastasii Beverly Hills. Obie to amerykańskie marki, które na całym świecie robią furorę ze względu na swoje produkty do makijażu oczu. Jestem posiadaczką paletek z obu firm od dłuższego czasu i recenzowałam je już pojedynczo na blogu ( morphe | abh ). Postanowiłam więc zrobić takie porównanie, bo wiele osób przed wydaniem kilkuset złotych może zastanawiać się czy warto przepłacać i kupić paletkę z Anastasii czy jednak wybrać coś tańszego jak np. Morphe? Muszę jeszcze wspomnieć, że oceniać będę dwie najpopularniejsze paletki czyli Modern Renaissance od ABH oraz Morphe 35F. Zapraszam do czytania!


O P A K O W A N I E

Pierwszą rzeczą, którą biorę pod lupę jest opakowanie. Wiele osób kupuje oczami i myślę, że każdy przyzna że paletka Anastasii Beverly Hills wygląda zdecydowanie lepiej. Jak spojrzycie na zdjęcie to można zauważyć że opakowanie Morphe jest plastikowe i okropnie odbijają się na nim palce. Paletka ABH ma przepiękne welurowe opakowanie i jest ono też dużo przyjemniejsze w dotyku. Jeśli miałabym wybierać po wyglądzie to zdecydowanie ABH wygrywa. Tak więc..

1:0 dla Anastasia Beverly Hills


C E N A 

Kolejną rzeczą, którą będziemy brać pod uwagę jest cena. Jak widzicie, paletka Morphe jest dużo większa. Mieści ona aż 35 cieni zarówno matowych jak i błyszczących, które akurat w tej wersji przeważają. Za taki zestaw musimy zapłacić ok. 150 zł. Druga paletka, od ABH, zawiera zdecydowanie mniej cieni bo tylko 14, ale również są one zróżnicowane. Mamy cienie matowe, błyszczące od nude po mocniejsze kolory. Paletka jest jednak zdecydowanie droższa bo musimy zapłacić za nią aż ok. 230 zł!

Wynik - 1:1


J A K O Ś Ć 

Kolejną, zdecydowanie bardziej istotną niż wygląd rzeczą jest jakość cieni. Gdy płacimy taką sumę to napewno nikt z nas nie chce aby cienie się osypywały, kruszyły czy znikały po kilku godzinach. Jak to wygląda w przypadku obu paletek? Moim zdaniem - bardzo podobnie. Cienie zarówno w paletce Morphe jak i w paletce Anastasii Beverly Hills mają konsystencje masełka, cudownie się z nimi pracuje i przede wszystkim mają fantastyczny pigment! Cienie długo utrzymują się na oczach, nawet bez nakładania bazy, a co więcej świetnie się blendują.


Powyżej wstawiłam też dla porównania zdjęcie dwóch lekko pomarańczowych cieni z obu paletek - różnicy brak. Cienie wyglądają świetnie. Ten po lewo jest z paletki ABH a po prawo Morphe. Ciężko jest mi tutaj wybrać lepszą paletkę, dlatego każda z tych marek dostaje ode mnie po jednym punkcie.

Remis! 2:2


Szczerze mówiąc, obie paletki są do siebie bardzo podobne. Do Morphe mam sentyment, gdyż była to moja pierwsza droższa paletka, którą kupiłam sobie sama i tym samym była strzałem w dziesiątkę. Wspaniała jakość za nie aż tak ogromną cenę. Anastasia Beverly Hills też nie jest złym wyborem, jednakże moim zdaniem jest trochę przereklamowana. Kosztuje naprawdę sporo pieniędzy, jednakże być może płacimy tutaj głównie za markę. Nie ukrywam jednak, że wiele paletek ABH także mi się podoba, ale moim zwycięzcą zostaje Morphe!

Piszcie w komentarzach czy mieliście okazje testować którąś z tych paletek. Co o nich sądzicie?


czwartek, 11 czerwca 2020

ANWEN - new hair products

11 czerwca 14 Comments

Witajcie kochani! Jeśli zastanawiacie się, dlaczego w niedziele nie pojawił się post..Otóż! Nie było to z mojego lenistwa czy z tego że nie miałam czasu - post był świetnie przygotowany, jednakże okazało się że wynikły małe nieścisłości. Chciałam opisać Wam paletkę cieni, jednak okazało się że cienie zostały włożone w inne opakowanie i nigdzie nie mogłam znaleźć ani jakie to cienie ani ile kosztują! Tak czy tak, są one warte uwagi i taki post napewno się na blogu pojawi! Całe szczęście semestr na uczelni powoli się kończy. Oprócz obrony czeka mnie jeszcze jeden egzamin językowy na uczelni i oficjalnie studia pierwszego stopnia będą za mną. Napewno na blogu pojawi się post dla przyszłych studentów - ale wszystko w swoim czasie!  

Jak co czwartek, dzisiaj przychodzę do Was z nowościami do włosów! Marka ANWEN, o której już Wam wspominałam gdy opisywałam serum do zabezpieczania końcówek (tutaj -> link ) wzbudza duże zainteresowanie wśród włosomaniaków. Charakteryzują się przede wszystkim naturalnymi i ekologicznymi składami oraz produktami pod konkretny typ włosów (testy na porowatość włosów możecie znaleźć pod linkami wymienionymi w tym poście: link ).


Robiąc zamówienie kosmetyczne na Cocolicie przypadkiem wpadłam na próbki szamponów jak i masek do włosów więc zdecydowałam się je przetestować. Jak widzicie na zdjęciu zamówiłam 3 próbki: 2x maska do włosów i 1x szampon.



sleeping beauty - maska nocna do włosów o średniej porowatości

Pierwszym produktem jest maska do włosów, która może być stosowana na dwa sposoby: na noc bądź tak jak tradycyjna maska. Maska jest mocno regeneracyjna, rekonstruuje uszkodzenia od wewnątrz i wzmacnia strukturę włosa. Dodatkowo, zapobiega rozdwajaniu się włosów i ich końcówek. Maska jest jak najbardziej naturalna, a zamiast silikonów zostały użyte ich zamienniki jak na przykład olej makadamia. Koszt za 10 ml to 3,90 zł.



maska winogrona i keratyna - do włosów średnioporowatych

Kolejnym produktem jest maska z keratyną. Świetnie nada się więc, jeśli chcemy zdyscyplinować i wygładzić nasze włosy. Jeśli tak jak ja macie problem z puszeniem się włosów to ten produkt powinien Wam się sprawdzić. Co jest ważne to to, że maska nie zawiera silikonów. Maska zawiera dodatek oleju winogronowego, który działa odżywczo a także poprawia elastyczność włosów. W składzie jest również aloes odpowiedzialny za nawilżenie. Nakładamy ją na 3-30 minut i spłukujemy. Koszt za 10 ml wynosi 3,99 zł.




mint it up - szampon peelingujący

Nigdy wcześniej z takim szamponem nie miałam do czynienia, więc taka próbka jest świetną opcją - nie wszystko musi nam się przecież sprawdzić! Szampon peelingujący przede wszystkim oczyszcza naszą skórę głowy. Ten zawiera drobinki z pestek moreli, które dodatkowo pomagają usunąć nadmiar zrogowaciałego naskórka. Koszt za 10 ml to 3,99 zł.

Produktów jeszcze nie stosowałam, wpis ten jest informacyjnym o tym, co możecie nabyć. Dodatkowo, produkty przedstawione w tym poście są przeznaczone do włosów o średniej porowatości! Aby poprawnie dobrać produkt do swoich włosów polecam wcześniej zrobić test na porowatość włosów.
Piszcie w komentarzach czy jesteście zainteresowani wpisem, w którym ocenię działanie i skuteczność tych produktów! A może Wy mieliście okazję ich używać?

czwartek, 4 czerwca 2020

fitokosmetik - shampoos

04 czerwca 16 Comments


Dzisiaj czwartek co oznacza że rozpoczynamy cotygodniowy włosing! Sporo pisałam Wam już o różnych produktach do włosów i o samej pielęgnacji, ale jeszcze nigdy nic nie wspominałam o szamponach, a myślę że pełnią one najważniejszą rolę. A dlaczego? Bo myją naszą skórę głowy. Po krótce, większość szamponów, które sprzedawane są w drogeriach są szamponami mocnymi tzw. rypaczami, stąd nie powinny być stosowane codziennie. Nadają się więc do tego szampony z lekkim składem, bez silikonów, parabenów czy SLS. O szamponach z pewnością pojawi się osobny post, ale dzisiaj chciałam Wam przedstawić moje najnowsze odkrycie, czyli szampony z marki Fitokosmetik. Należą one do tej grupy szamponów, które na codzień mogą być stosowane i przede wszystkim mają naturalny skład. 


Fitokosmetik to rosyjska marka oferująca produkty zarówno do ciała jak i do włosów. Dowiedziałam się o niej całkiem niedawno i po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii sama postanowiłam ją przetestować. Produkty marki Fitokosmetik są przede wszystkim bazowane na naturalnych i bezpiecznych składnikach z zawartością minerałów jak i witamin. Nie spotkałam się z nimi jeszcze stacjonarnie, oprócz stoiska na bazarze gdzie miły pan sprowadza takie produkty zza granicy, lecz w Rossmannie czy Hebe obecnie ich nie ma. Firma jest jednak bardzo obiecująca, więc być może kiedyś mocniej wkroczy na rynek polski!



szampon do włosów - drożdże piwne

Pierwszym szamponem, który postanowiłam przetestować jest ten z zawartością drożdży piwnych. W jednym z postów, w którym opisywałam moje sposoby na porost włosów pojawił się właśnie pomysł zażywania tabletek z drożdżami piwnymi, po których efekty były fantastyczne. Stwierdziłam, że warto spróbować z szamponem! Producent zapewnia że jego użycie powoduje aktywny wzrost jak i wzmocnienie włosów. Szampon nadaje się do wszystkich typów włosów. Warto też wspomnieć, że został stworzony na bazie szyszek chmielu jak i słodu co sprawia, że struktura włosa jest odbudowywana, zyskujemy objętość jak i połysk. Cena szamponu to ok. 8-9 zł. Jest on bardzo wydajny i godny polecenia!



szampon do włosów - z niebieską glinką

Kolejnym szamponem wartym uwagi jest ten z niebieską glinką oraz jonami srebra. Ma on właściwości przeciwzapalne, antybakteryjne i tonizujące przez co idealnie nada się dla osób, które borykają się z problemami skórnymi. Co więcej, dodatek wyciągu z morwy powoduje, że włosy zyskują blask i przede wszystkim wzmocnienie. Skóra głowy jest też bardziej nawilżona. Co jest istotne to fakt, że szampon poprawia krążenie krwi dzięki czemu włosy zostają pobudzone do wzrostu i również zyskują wzmocnienie. Szampon kosztuje ok 8-9 zł, tak jak jego poprzednik, i jest bardzo polecany do mycia skóry głowy. Warto myć nim skórę głowy metodą kubeczkową tzn. spieniamy szampon w miseczce z wodą i tak wytworzoną pianą myjemy i masujemy skórę głowy. 


Piszcie w komentarzach czy słyszeliście o firmie Fitokosmetik! Co sądzicie o tych produktach? Mieliście okazję je testować?

niedziela, 31 maja 2020

3 top cheap face products

31 maja 24 Comments

Pogoda za oknem w kratkę, chociaż wielkimi krokami zbliża się lato. Mam nadzieje, że kolejne dni będą coraz ładniejsze bo czas wolny sprawia że mam ochotę więcej wychodzić z domu. Czym mogę się pochwalić to udało mi się zdobyć pracę! Pod koniec czerwca kończę kurs z moją grupą w szkole językowej, a na razie nie zanosi się aby startowało wiele kolejnych. Jak tylko zajęcia się rozpoczną to oczywiście do tej pracy wrócę bo zdecydowanie bardziej mi odpowiada i można zarobić dużo więcej..Swoją drogą, zastanawiałam się czy interesowałby Was post o takiej pracy? Myślę, że może pomóc wielu osobom, które szukają swojej drogi albo tak jak ja chcą sobie zarobić jednocześnie ucząc się na studiach. Piszcie w komentarzach co sądzicie o tym pomyśle.

Tematem dzisiejszego posta będzie jednak coś innego, a mianowicie pielęgnacja twarzy! Jest ona bardzo ważna, bo wpływa na nasz wygląd a jeśli się malujemy to i na trwałość makijażu. Chciałam Wam dzisiaj pokazać moje ulubione trzy produkty do pielęgnacji skóry twarzy, które każdy powinien mieć w swojej łazience! Produkty są tanie ale jakościowo całkiem nieźle więc myślę że warto się w nie zaopatrzyć. Zaczynajmy!




B A N I A  A G A F I I - M A S K A  O C Z Y S Z C Z A J Ą C A

O tym produkcie już kiedyś wspominałam (tutaj: bania agafii - recenzja maseczek), ale jak widzicie maskę tą stosuję aż do teraz. Kosztuje ona ok 10 zł, co nie jest dużo jak za takie efekty. Jest ona oczyszczająca, więc świetnie sprawdzi się jeśli chcecie pozbyć się zanieczyszczeń i zaskórników ze skóry twarzy. Co więcej, zawiera niebieską glinkę, która oprócz tego że skutecznie oczyszcza to też ma działanie przeciwzapalne. Po zrobieniu tej maski skóra wygląda na odżywioną i jest wygładzona, aż miła w dotyku. Polecam każdemu jeśli za kilka złotych chce poprawić swój wygląd!






G A R N I E R - P Ł Y N  M I C E L A R N Y 

Płyn micelarny od Garniera to must-have jeśli chodzi o produkty do zmywania makijażu. Nie podrażnia skóry twarzy, cudownie zmywa makijaż i oczyszcza naszą skórę! Kosztuje w Rossmannie 19 zł, ale obecnie jest na promocji i można go dostać już za 10 zł! Spora promocja więc spieszcie się, bo lepszego płynu nie mieliście! Wcześniej używałam mleczka do demakijażu z Ziaji, ale niedość że tak dobrze nie domywało to nie było zbyt wydajne. Producent Garnier zapewnia nas że produkt wystarcza na aż 200 użyć! Mi sprawdza się świetnie i z całego serca polecam.




Z I A J A - P A S T A  D O  O C Z Y S Z C Z A N I A 

Ostatnim produktem, który znajduje się w moich top 3 jest pasta do oczyszczania z Ziaji. Możecie dostać ją już za ok. 9 zł w drogeriach stacjonarnych, a za 6-7 zł w drogeriach internetowych. Pasta ma za zadanie oczyszczać skórę z zaskórników i działa świetnie. Oczywiście, wszystkich nie usunie, bo tak się nie da, ale regularne stosowanie pokazuje fantastyczne efekty. Po użyciu skóra jest wygładzona i oczyszczona. Co więcej, pasta zawiera liście manuka, które mają działanie antybakteryjne.

Piszcie w komentarzach czy mieliście styczność z którymś z tych trzech produktów!
A może macie innych ulubieńców?


czwartek, 28 maja 2020

Lady Banfi - for long hair

28 maja 10 Comments

Witajcie kochani! Jak czujecie się w nowej rzeczywistości? Pandemia mimo że nie mija to kolejne obostrzenia są powoli znoszone. Czy jest to dobre? Sama nie wiem co o tym sądzić, ale chciałabym już żeby życie wyglądało tak jak wcześniej. Powoli zaczęło brakować mi znajomych, a nawet studiów i pracy. Ale przynajmniej całkowicie mogłam skupić się na mojej pracy licencjackiej, która już prawie jest skończona. Jeszcze czeka mnie trochę wprowadzenia poprawek i formalności i oficjalnie licencjat za mną. To tyle nowości z mojego życia, a teraz pora przejść do tematu czwartkowego posta związanego z włosingiem!


Dzisiejszy post będzie poświęcony kultowej wcierce do włosów Lady Banfi. Kto chociaż trochę interesuje się tematyką włosów napewno ją zna i być może miał okazję używać! W moje ręce wpadła niedawno, bo kiedy chciałam ją zamówić zawsze była niedostępna. Wcierka jest bardzo popularna z tego względu iż (podobno) cudownie działa na porost włosów. Ma ona pobudzić nasze cebulki do wzrostu przez co na naszej głowie ma pojawić się duużo baby-hair. Lady Banfi to nie jedyna wcierka tej firmy, jednakże ta ma dużo delikatniejszy zapach. Nie każdemu może on przypaść do gustu bo jest on dosyć mocno ziołowy, jednakże dla uzyskania efektów warto.


Z Lady Banfi nie spotkałam się jeszcze stacjonarnie. Można ją kupić w wielu sklepach internetowych, jednak tak jak wspominałam wcześniej często jest wyprzedana. Ja kupowałam ją na Allegro i z dostawą nie było żadnych problemów. Jeśli chodzi o cenę to średnio waha się ona pomiędzy 20-25 zł. W tej cenie dostajemy całkiem sporą buteleczkę, bo aż 250 ml, co myślę że wystarczy na całkiem spory okres! Atutem jest też napewno to, że wcierka nie zawiera żadnych parabenów (substancji rakotwórczych) i silikonów.


Wcierka Lady Banfi to wcierka alkoholowa co oznacza że nie powinno się stosować jej codziennie. Podkreślam to, bo alkohol działa na skórę wysuszająco czego na skórze głowy napewno nie chcemy!  Wcierkę stosujemy raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu. Ja nakładam ją strzykawką a później wmasowuję w skórę głowy. Jeśli jednak po stosowaniu wcierki nie czujecie się dobrze to znaczy np. odczuwanie swędzenie skóry głowy, to koniecznie odstawcie wcierkę gdyż nie chodzi tutaj o podrażnienie skóry! Wcierkę powinno nakładać się ok 40 min. przez myciem włosów jednak ja robię to po myciu gdy moje włosy są w 75% suche. Czytałam że sporo osób tak robi, a ze względu na brak czasu nie zawsze mogłabym sobie pozwolić na wcieranie jej wcześniej.


Teraz myślę, że przejdziemy do najważniejszego - czy wcierka daje efekty? Jak najbardziej tak, ale pamiętajcie że nie u każdego się sprawdzi! W 99% po stosowaniu wcierki występuje wysyp małych włosków i tak też było w moim przypadku. Włosy zdecydowanie się zagęściły, na czym mi bardzo zależało, jednak trzeba pamiętać o systematyczności. Raz bądź dwa razy w tygodniu myślę, że warto się poświęcić, a cała czynność zajmuje maksymalnie kilka minut!

Jestem bardzo ciekawa czy Wy stosowaliście tą wcierkę? Piszcie w komentarzach jak się Wam sprawdziła, a jeśli widzicie ją pierwszy raz...zachęciłam Was do zakupu?

niedziela, 24 maja 2020

dalgona coffee - new internet hit

24 maja 14 Comments

Witajcie kochani! Myślałam, że uda mi się tutaj bywać zdecydowanie częściej, a przynajmniej takie miałam zamiary na całą kwarantannę. Niestety, zalała mnie masa obowiązków. Zawsze tłumaczę się czasem, ale ostatnio naprawdę mi go brakuje. Jak pewnie niektórzy z Was wiedzą, jestem na trzecim roku studiów co oznacza, że obecnie piszę mój licencjat. Na sam koniec zwaliło mi się dosłownie wszystko: praca licencjacka, praktyki i jeszcze w międzyczasie dosyć sporo pracy. O blogu nie zapominam, bo sprawia mi ogromną przyjemność, ale też kosztuje mnie sporo pracy a w tej sytuacji wybór jest jasny. Mam nadzieję, że jak sytuacja się uspokoi to będę mogła bywać tutaj częściej, a więc z niecierpliwością czekam na wakacje! 


Można ją było spotkać dosłownie wszędzie - na tik toku, na instagramie i na innych platformach. Ale czy jest warta tej całej uwagi? Jej przygotowanie jest banalnie proste, dlatego i ja postanowiłam ją dla Was przetestować! Nie widziałam tego jeszcze na żadnym blogu, dlatego zapraszam Was do czytania! Zacznijmy od tego czego będziemy potrzebować!


S K Ł A D N I K I  
( na 2 porcje )

* 2 łyżki kawy rozpuszczalnej
* 2 łyżki cukru
* 2 łyżki gorącej wody
* 400 ml zimnego mleka


P R Z Y G O T O W A N I E

1. Kawę, cukier i wodę ubijamy aż do uzyskania piany. Można to zrobić mikserem bądź ręcznie.
2. Mleko wlewamy do szklanki. Można też dodać kostki lodu.
3. Dodajemy pianę uzyskaną z kawy i... gotowe!


Przygotowanie dalgona coffee jest banalnie proste! Jak widzicie, 3 kroki i mamy gotową kawę! Faktycznie jest ona dużo bardziej kremowa niż zwykła kawa, przez przepyszną piankę zrobioną z kawy, wody i cukru. Oczywiście cukru można dodać według preferencji - jeśli ktoś pije kawę bez cukru w tym przypadku też nie trzeba go dodawać wcale! O tej kawie krąży bardzo dużo opinii, także jedynym rozwiązaniem jest po prostu jej spróbowanie! Mi zasmakowała więc myślę że jeszcze nie raz ją przyrządzę! I na pewno wygląda dużo ciekawiej niż zwykła kawa rozpuszczalna:)

Piszcie w komentarzach czy słyszeliście o tej kawie! A może już ją próbowaliście? Czekam na Wasze komentarze!

Follow Us @redamancyy