niedziela, 23 lutego 2020

pearl beading sweater from zara

23 lutego 4 Comments

Ten weekend to ostatni weekend ferii w moim mieście co oznacza, że będę musiała wrócić do mojej rutyny. Teraz, mimo że wróciłam już na uczelnię, miałam same zajęcia i drobną pracę ale od poniedziałku na tym się nie będzie kończyć. Nie wiem czy już Wam wspominałam ale udzielam korepetycji 6 dzieciakom i chociaż na początku miałam mieszane uczucia to bardzo polubiłam tą pracę i przede wszystkim można na niej nieźle zarobić. Na pewno na blogu pojawi się osobny post o tym gdzie pracuję i co robię, i przybliżę Wam temat korepetycji bo wiele młodych osób chce zarobić a nie wie jak.


Bardzo dawno na blogu nie pojawił się żaden haul zakupowy czy po prostu post związany z ubraniami, a przyznam że na prawdę je lubię! Są zdecydowanie bardziej wymagające, to prawda, ale poza tym mam największą frajdę w ich przygotowywaniu. Bardzo dawno nie byłam na żadnych zakupach, a sweterek, który chciałam Wam dzisiaj pokazać dostałam jeszcze na święta. Kompletnie nie mogę się do niego przekonać, bo jest on w typie golfa, za czym ja nie przepadam, ale z czarnymi spodniami prezentuje się pięknie!


Sweterki z perełkami to zdecydowany top modowy z ostatniego roku. Bardzo mi się taki motyw podoba, dlatego nie jest to mój jedyny sweter tego pokroju. Sweterek który widzicie na zdjęciu jest z Zary. Tak jak pisałam wcześniej dostałam go na święta, dlatego też pewnie w sprzedaży nie jest już dostępny. Jest wykonany z całkiem fajnego materiału, który wydaje się być cieplutki. To, co nie za bardzo mi przypadło do gustu to pofalowany kołnierzyk - ja go sobie podwinęłam, bo w tej wersji znacznie bardziej mi się podoba, ale jak możecie zauważyć końce rękawów są pofalowane i dokładnie tak samo wygląda normalnie kołnierz.


Piszcie w komentarzach jak Wam się podoba ten sweterek! Jakie posty chcielibyście zobaczyć na moim blogu?

czwartek, 20 lutego 2020

hair straightener | pros and cons

20 lutego 10 Comments

Dzisiaj czwartek, ale nie taki zwykły. Jest wyjątkowy z dwóch względów. Po pierwsze, dzisiaj jest ten tłusty czyli pełen pączków i innych bomb kalorycznych. Cieszę się że sama za nimi nie przepadam i nawet w tłusty czwartek mnie nie kuszą. Nawet jak widzę ludzi wychodzących z kartonami słodkości z cukierni! A drugą rzeczą, dla którego dzisiejszy. czwartek jest wyjątkowy to to, że kontynuujemy nasz cotygodniowy włosing! Jestem bardzo zadowolona, że tak bardzo spodobała się Wam ta seria i tak licznie ją odwiedzacie. Zdecydowanie przebiła ona inne posty na blogu co bardzo mnie cieszy:)


Dzisiaj porozmawiamy sobie o czymś, czego jeszcze tutaj nie było a mianowicie o prostowaniu włosów. Z natury moje włosy są kręcone, czasem mniej, czasem bardziej, ale proste nigdy nie są. To zdecydowanie moja największa zmora, dlatego codziennie z nią walczę, niestety. Włosy prostować można na kilka sposobów, ale myślę że trzy z nich są najpopularniejsze:
- produkty stylizujące do prostowania włosów -
- prostownice, szczotki do prostowania -
- keratynowe prostowanie włosów -


Różnego rodzaje pianki itp. do prostowania włosów nie sprawdziły mi się kompletnie. Zdecydowanie jest to bubel, w szczególności dla osób które mają mocniej kręcące się włosy. Jeśli chodzi o keratynowe prostowanie to sama jeszcze go nie stosowałam, ale mimo wielu plusów ma również sporo wad. Między innymi nie nadaje się do włosów cienkich, a robiona nieprofesjonalnie może tylko włosy zniszczyć. Prostownice to również zło, gdyż włosy po prostu pali. A jak jest ze szczotkami? Posiadaczką szczotki do prostowania włosów jestem od około 3 lat, więc sporo mogę na temat jej użytkowania powiedzieć. W przeciwieństwie do prostownic, szczotki uważane są za zdecydowanie mniejsze zło niż prostownice. Jak myślicie, dlaczego? Przejdźmy po krótce do plusów i minusów takich szczotek, a później opowiem Wam więcej o tej, którą ja używam.

ZALETY:

+ szczotka do prostowania zapobiega poparzeniu się +
+ włosy nie mają bezpośredniego kontaktu z wysoką temperaturą przy użyciu szczotek do prostowania +
+ nie pozostawia odkształceń na włosach +
+ jest wygodna w użyciu +

WADY:

- moc szczotki prostującej jest dużo mniejsza niż np. prostownicy -
- prostowanie włosów zajmuje więcej czasu niż np. prostownicą -
- włosy prostowane szczotką będą proste ale nie tak jak w przypadku np. prostownicy -


Zdania na temat użycia szczotki vs. prostownicy są bardzo podzielone. Dla mnie liczy się fakt, że nie niszczy ona włosów tak jak prostownica i jest dużo bezpieczniejsza. Przeszłam z nią na prawdę wiele i szczerze mówiąc na prostownicę bym się nie przerzuciła. Szczotką, którą ja używam jest Remington CB7400. W zestawie miała również pokrowiec do jej przechowywania, jednak ja z niech kompletnie nie korzystam. Używanie szczotki jest banalnie proste. Ma trzy ustawienia temperatury: 150, 190 i 230 stopni co sygnalizują kropki wyświetlające się na małym ekraniku na rączce szczotki.



Szczotka ma specjalną powłokę ceramiczną co zapobiega elektryzowaniu i puszeniu się włosów. Niestety, mam wrażenie że nie zawsze to działa bo czasem włosy po wyprostowaniu wyglądają lepiej a czasem gorzej, ale tak samo bywa nawet w przypadku prostownicy. Szczotka szybko się nagrzewa przez co bardzo szybko możemy rozpocząć prostowanie włosów. Czy mi się sprawdza? Zdecydowanie tak. Obecnie w sprzedaży jest nowszy model szczotki, którą ja posiadam, ale różni się tylko tym, że ma jeden przycisk więcej. Możecie zakupić ją w sklepach typu RTV Euro czy Media Expert, a starszy model jest dostępny przykładowo na Allegro za niecałe 150 zł. 


Piszcie w komentarzach czy Wy prostujecie włosy i jaką metodą! Korzystaliście kiedyś z szczotek do prostowania? Jak sobie radziły?

czwartek, 13 lutego 2020

garnier aloe hair food

13 lutego 29 Comments

Totalny brak czasu i chaos związany z przeprowadzką sprawił że w niedzielę na blogu nie pojawił się post, który powinien. Dzisiaj nie próżnuję i kontynuuję co-czwartkową serię włosingową. Bardzo się cieszę, że przypadła Wam ona do gustu zważając na fakt, że my - kobiety mamy na punkcie włosów obsesję! W dzisiejszym poście miałam zająć się recenzją czegoś innego, ale postanowiłam wciąć pod lupę produkt, który mimo że spora część osób zna to wiele z Was na pewno jeszcze nie stosowało!


Mowa o produkcie marki Garnier z serii Hair Food. W dzisiejszym poście chciałam przybliżyć Wam zastosowanie i przede wszystkim działanie nawilżającej maski aloesowej, jednak na tym oferta tej marki się nie kończy. Możecie spotkać przede wszystkim:
- regenerującą maskę do włosów Papaya Hair Food
- odżywczą maskę Banana Hair Food
- maskę wygładzającą Macadamia Hair Food
- maskę nadającą blask Goji Hair Food
Jak widzicie wybór jest bardzo duży więc każdy może znaleźć coś dla siebie, ale czy warto?



Maskę, którą ja używam od dłuższego czasu jest nawilżająca maska Aloes Hair Food. Kupiłam ją ze względu na polecenie wielu wielu osób o włosach średnioporowatych (jeśli jeszcze nie sprawdzałaś swojego typu włosa zapraszam do tego posta - klik - ) i przede wszystkim suchych. Maska do najtańszych nie należy bo za 390 ml musimy zapłacić ok. 25 zł. Jest to całkiem sporo patrząc na fakt, że w niższej cenie też możemy znaleźć bardzo dobre maski. Co warto zauważyć to to, że jest ona wolna od parabenów, które często są rakotwórcze, silikonów i sztucznych barwników. Jest więc naprawdę naturalna i nie zawiera niebezpiecznych sztucznych składników.



To, co jest ekstra to to, że produkt ma wielorakie zastosowanie. Możemy wykorzystać go na trzy sposoby:
> jako maskę do włosów
> jako odżywkę do włosów
> jako pielęgnację bez spłukiwania
Ja najczęściej wykorzystuję go jako maską lub odżywkę, a zdarza się że dodaję odrobinę do szamponu. Mi w tej ostatniej wersji produkt się nie sprawdził, gdyż włosy po nim wyglądały na przetłuszczone i bez objętości ale jako maska i odżywka na prawdę daje rade!


Maska aloesowa od Garnier Hair Food jest naprawdę warta uwagi, chociażby patrząc na fakt, że nie zawiera żadnych sztucznych i niebezpiecznych składników. Jest ona nawilżająca a co za tym idzie humektantowa dlatego też bardzo dobrze sprawdzi się gdy naszym włosom brakuje życia, są suche i wymagają ekstra nawilżenia. Ważne jest regularne stosowanie, chociaż w przypadku tego produktu efekty widać już nawet i po pierwszym zastosowaniu. Jeśli ktoś z Was jeszcze jej nie stosował to koniecznie przetestujcie! Na mojej liście jest jeszcze bananowa z dokładnie tej samej serii więc po dłuższym stosowaniu na pewno pojawi się tutaj recenzja!

Piszcie w komentarzach czy słyszeliście o tej masce a może sami ją stosujecie? Jak się Wam sprawdza?

czwartek, 6 lutego 2020

what type of hair have you got?

06 lutego 24 Comments

Witajcie kochani! Dzisiaj kontynuujemy czwartkowy włosing i porozmawiamy sobie trochę mniej o pielęgnacji a więcej o podstawach, które powinniśmy wiedzieć zanim do pielęgnacji przejdziemy. Dlaczego? Aby dobrze dobrać produkty, których używamy i faktycznie pomóc włosom a nie pogorszyć ich stan. Mimo, że sporo czytam to sama jeszcze ekspertem w tym temacie nie jestem więc do napisania tego posta posiłkowałam się kilkoma różnymi artykułami znalezionymi w internecie. Kategorii podziału włosów jest bardzo dużo, jednak wyróżnia się trzy podstawowe typy pod względem ich porowatości; niskoporowate, średnioporowate i wysokoporowate.



Główna różnica pomiędzy włosami wysokoporowatymi, średnioporowatymi i niskoporowatymi to odległość łuski włosa od jego łodygi. Jak widzicie na zdjęciu w przypadku włosów niskoporowatych jest ona najbardziej przylegająca, a w przypadku wysokoporowatych najbardziej odchylona. Włosy średnioporowate są pomiędzy nimi. Co to oznacza? Przejdźmy do poszczególnej charakterystyki. 


WŁOSY NISKOPOROWATE

Czyli najbardziej pożądany typ włosów. Włosy niskoporowate charakteryzują się tym, że są gładkie, lśniące i sprężyste. Nie puszą się i nie elektryzują a po umyciu nie plączą. Wyglądają zdrowo bo są odżywione i tworzą efekt 'tafli'. Są najmniej problematyczne i ciężko zaszkodzić im jeśli użyjemy niewłaściwego szamponu czy odżywki. Takie włosy to najczęściej włosy proste. Plusów takich włosów jest bardzo dużo, ale mają też swoje minusy. Włosy niskoporowate dużo trudniej jest wystylizować co oznacza że zrobienie np. trwałych loków graniczy z cudem. Włosy szybko wrócą do swojego pierwotnego stanu. Co więcej, trudno jest nadać im objętość.

WŁOSY ŚREDNIOPOROWATE

Czyli mój typ włosów. Są to włosy dosyć trudne gdyż łatwo jest im zaszkodzić niewłaściwą pielęgnacją. W porównaniu do niskoporów jednorazowe użycie złego szamponu skutkuje dniami a nawet i tygodniami naprawianiem tego błędu. Włosy średnioporowate to włosy które posiada większość osób. Są one dosyć cienkie i wrażliwe na to co dzieje się wokół. Przykładowo, puszą się od wilgoci. Włosy średnioporowate mają także tendencję do rozdwajania końcówek a nawet i do wypadania. Bardzo łatwo tracą cząstki wody i keratyny przez co brakuje im blasku i elastyczności.

WŁOSY WYSOKOPOROWATE

Czyli włosy o najwyższym stopniu zniszczenia. Są one bardzo kruche i łamliwe a do perfekcyjnych im baardzo daleko. Włosy wysokoporowate są przesuszone a zabiegi stylizacyjne takie jak prostowanie czy suszenie bardzo im szkodzą. Są najbardziej wymagające jeśli chodzi o ich odżywienie i pielęgnację. Trzeba je tak naprawdę odbudować od nowa.


TEST NA POROWATOŚĆ WŁOSÓW

Aby poznać porowatość włosów warto zrobić sobie test. Jest ich bardzo dużo dostępnych w internecie. Aby był on miarodajny warto wykonać 2-3 testy. Poniżej kilka linków, które pozwolą Wam sprawdzić porowatość włosów.

https://nanoil.pl/test-na-porowatosc -
https://sklepanwen.pl/strona/porowatosc -
https://wwwlosy.pl/test-porowatosci-wlosow/ -


W kolejnych postach planuję skupiać się nie tylko na recenzjach produktów ale i przybliżyć pielęgnację każdego z poszczególnych typów włosów, dlatego też zależy mi na waszych komentarzach abym wiedziała od czego zacząć:) Piszcie w komentarzach jaki typ porowatości włosów macie! Czy jesteście zadowoleni ze stanu Waszych włosów?

niedziela, 2 lutego 2020

anastasia beverly hills | eye shadow palette vault

02 lutego 16 Comments

Witajcie kochani! Muszę przyznać, że tym roku nie pochwaliłam się moimi świątecznymi prezentami, chociaż taki post miałam w planach wstawić. Sama bardzo lubię oglądać takie rzeczy, bo jest to też inspiracją dla mnie i tak po prostu cieszy oko. Mimo, że nie pokazałam Wam prezentów to nie mogłam odmówić sobie recenzji jednej z rzeczy którą dostałam, a mianowicie zestawu kultowych paletek cieni do powiek. Szczerze mówiąc, takiego prezentu się nie spodziewałam i następnego dnia od razu zabrałam się za jego testowanie! Jesteście ciekawi jak się sprawdził? 





Zestaw paletek o którym mowa to zestaw od Anastasii Beverly Hills: Eye Shadow Palette Vault. Jest on limitowany i bardzo szybko się wyprzedawał ze względu na swoją bardzo okazyjną cenę. Paletki w zestawie można było kupić za ok. 300 zł, gdzie pojedyncza paletka kosztuje ok. 220-250 zł. Naprawdę się opłacało! Co mamy w zestawie? Dwie kultowe paletki: Modern Renaissance oraz Soft Glam przepięknie zapakowane w błyszczącą szkatułkę z logiem firmy. Każdy detal jest świetnie dopracowany zarówno w paletkach jak i w szkatułce co jest bez porównania z tańszymi odpowiednikami.



Modern Renaissance

Paletka składa się z 14 cieni o neutralnych i bordowych odcieniach. Znajdziemy w niej zarówno cienie matowe jak i błyszczące. Pigmentacja jest świetna - zarówno jasnych jak i ciemnych cieni. Bardzo łatwo jest je blendować i budować kolor. W zestawie dodany jest pędzelek dzięki któremu możemy zrobić podstawowy makijaż oczu. 



Soft Glam

Paletka składa się z 14 cieni o ultramatowym, opalizującym i metalicznym wykończeniu. Znajdziemy w niej głównie kolory różu, brązu oraz złota w różnych odcieniach. Cienie są bardzo dobrze napigmentowane i tak samo łatwo się z nich korzysta. W zestawie również znajduje się dwustronny pędzelek z pacynką po jednej jego stronie.




Szczerze mówiąc ciężko wybrać faworyta z tych dwóch paletek. Co prawda 3 odcienie się pokrywają - Tempera, Burnt Orange oraz Cyprus Umber, ale reszta całkowicie się rożni przez co korzystając z obu paletek można zmalować coś pięknego! To co podoba mi się w tych cieniach to zdecydowanie ich trwałość. Wytrzymują od rana do wieczora i naprawdę są w nienaruszonym stanie. Cienie nie sypią się podczas nakładania, co również jest dla mnie ważne. Bardzo często po zrobieniu makijażu twarz jest pełna drobinek cienia którego przed chwilą używaliśmy, ale nie w przypadku cieni z Anastasii Beverly Hills. Czy cienie są warte swojej ceny? Tak. Testowałam wiele różnych paletek cieni, jednakże prawie żadne nie sprawdzały mi się tak dobrze jak te. 

Piszcie w komentarzach czy w swojej kolekcji macie te paletki! Jak je oceniacie?

czwartek, 30 stycznia 2020

mysterium | black seed hair mask

30 stycznia 15 Comments

Witajcie kochani! Przyznajcie się, kto z Was ma właśnie ferie? Ja od wtorku wreszcie mam wolne od uczelni więc przez najbliższe dwa i pół tygodnia w końcu będę miała więcej czasu na ogarnięcie własnych spraw. Wpadłam też na pomysł utworzenia nowej serii i zaczynamy z nią już dzisiaj. Będą to 'włosingowe czwartki' i jak możecie się domyślać co czwartek na blogu będzie pojawiał się post dotyczący pielęgnacji włosów. Możecie spodziewać się recenzji, wskazówek i wszystkich innych rzeczy związanych w pielęgnacją włosów!

Myślę, że moje zmagania z włosami mogą pomóc nie jednej z Was. Od zawsze miałam spore problemy z włosami, ale nigdy wcześniej nie zwracałam na to uwagi. Przez to, że moje włosy są kręcone to są zdecydowanie bardziej narażone na urazy (czyli rozdwajanie końcówek, łamliwość) i dużo trudniej jest je ujarzmić. Co myślicie o tym, aby na blogu powstał osobny post o 'charakterystyce' moich włosów? W dzisiejszym poście przedmiotem opisu będzie nowa maska do włosów, po którą sięgam już od dłuższego czasu. Jesteście ciekawi jej działania i właściwości? Zapraszam do czytania!


OPIS:
Maska z czarnuszką to produkt polskiej marki Mysterium. Jest ona przeznaczona do włosów słabych, delikatnych i zniszczonych. Zadaniem maski jest regeneracja i intensywne nawilżenie. Oprócz tego stymuluje i pobudza włosy do wzrostu. Jest kilka rodzajów masek z czarnuszką w zależności od rodzaju włosów jakie posiadamy. 


GDZIE KUPIĆ:
Maskę bez problemu można kupić w drogeriach kosmetycznych stacjonarnie. Ja moją kupiłam w Rossmannie na promocji za ok. 15 zł, jednak w cenie regularnej możecie ją dostać za 19,99 zł. 


SKŁAD:
Aqua (Water), Cetyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Glyceryl Laurate, Nigella Sativa Seed Oil, panthenol, Hydrolized Silk, Citrus Aurantium Bergamia Leaf Oil, Opuntia Ficus – Indica Seed Oil, Caffeine, Malus Domestica Fruit Cell Culture, Panax Ginseng Root Extract, Actinida Chinensis Fruit Extract (Actinida Chinensis (Kiwi) Fruit Extract), Lecithin, Amodimethicone, Parfum (Fragrance), Triethylene Glycol, Silicone Quaternium-18, Benzyl Alcohol, Propylene Glycol, Triethylene Glycol, Trideceth-10, Trideceth-6, Trideceth-12, Citric Acid, Phenoxyethanol, Methylchloroisothiazolinone Methylisothiazolinone, Butylphenyl Methylpropional, Magnesium Nitrate, Magnesium Chloride, Xanthan Gum, Glycerin, Ethylhexylglycerin, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben


ZASTOSOWANIE:
Maskę należy nałożyć na wilgotne, osuszone ręcznikiem włosy i trzymać na włosach przez ok 10-20 minut. Aby uzyskać lepszy efekt włosy należy okryć np. czepkiem.


OPINIA:
Maseczka marki Mysterium to nowość, która wpadła w moje ręce dzięki promocjom w Rossmannie. Jeśli chodzi o jej skład to jest dosyć chemiczny, ale jaki kosmetyk nie ma teraz chemii? Do codziennego stosowania napewno się nie nadaje, ale jeden bądź dwa razy w tygodniu jak najbardziej. Maska jest fajna pod tym względem, że na prawdę odżywia włosy i są po niej bardzo miękkie i przyjemne w dotyku. Co więcej, są lśniące i gładkie, ale niestety ten efekt zbyt długo się nie utrzymuje bo tylko do kolejnego mycia. Ja na włosach trzymam ją pod folią przez około 15 minut, dzięki czemu maska lepiej wnika w strukturę włosa. Zdecydowanie jestem w stanie Wam ją polecić!

Mieliście styczność z tą marką, a szczególnie z tym produktem? Jak Wam się sprawdza? A może macie inny produkt, który z chęcią polecicie mi do testów?

Piszcie w komentarzach co sądzicie o 'włosingowych czwartkach'? Podoba Wam się pomysł na taką serię?

piątek, 24 stycznia 2020

bania agafii | new products

24 stycznia 28 Comments

Witajcie kochani! Za mną spora nieobecność na blogu ale tym razem zamiast egzaminów w sesji miałam je na ostatnich zajęciach. Przede mną jeszcze jeden i ostatni egzamin w poniedziałek i rozpoczynam ferie! Co prawda będę miała niestety tylko wolne od uczelni, bo do pracy trzeba chodzić, ale zawsze jest to spore odciążenie. Wspominałam Wam też o przeprowadzce, która w najbliższym czasie mnie czeka. Wszystko jest już dopięte na ostatni guzik i to co zostało to przeniesienie rzeczy. Mieszkanie będzie sporo większe od obecnego więc na pewno będzie łatwiej zajmować się blogiem i robić na niego zdjęcia! Szczerze przyznam, że w obecnym mieszkaniu czasem było ciężko żeby wszystko rozłożyć chociaż 40 metrów kwadratowych to wcale nie tak mało!


W dzisiejszym poście przychodzę do Was z nowościami, które wpadły niedawno w moje ręce. Wszystkie z tych rzeczy są z firmy o której na blogu już wspominałam, czyli rosyjskiej Bania Agafii. Na blogu recenzowałam już maseczki do twarzy, teraz więc kolej zapoznać się z ich produktami do włosów. Do mojej kolekcji dołączyły dwie maski: jajeczna oraz łopianowa a także nalewka do włosów. Produkty tej marki nie są często spotykane stacjonarnie. Można je kupić w niektórych Rossmannach (chociaż ja jeszcze się z tym nie spotkałam), w aptekach (bardzo okrojona oferta) oraz na mniejszych stoiskach bazarowych (mi tutaj udało się dorwać maski). Ceny każdego z tych produktów wahają się od 7-12 zł więc nie jest to wcale dużo! Słyszeliście już o tych produktach?




Pierwszym produktem jest odżywcza maska jajeczna. Jej zadaniem jest głębokie odżywienie i regeneracja zarówno włosów jak i skóry głowy. Producent gwarantuje, że zawiera ona cenne witaminy i składniki dzięki czemu włosy stają się miękkie. Jak zwykle bywa w produktach babuszki Agafii i w tej masce możemy znaleźć same naturalne składniki. Ja szczerze mówiąc jeszcze tej maski nie używałam ale z pewnością dam Wam znać co o niej sądzę. Bardzo dużo eksperymentuję teraz jeśli chodzi o produkty do włosów więc taka 'głębsza i dokładniejsza' recenzja na blogu może pomóc nie jednej włosomaniaczce! Piszcie w komentarzach czy wolicie mały update w tym poście czy osobny post z recenzją.




Kolejnym produktem jest maska łopianowa o właściwościach wzmacniających. Ma ona za zadanie uelastycznić i wzmocnić strukturę włosa już od cebulki. Maseczkę miałam okazję testować już dzisiaj. Producent zaleca trzymać ją na włosach 1-2 minuty, jednak ja trzymałam ją przez około 10 minut. Włosy były bardzo miękkie, ale szczególnego odżywienia nie zauważyłam. O wzmocnieniu myślę że można pomówić dopiero po dłuższym stosowaniu. Tak samo jak maska jajeczna, łopianowa również ma bardzo naturalny skład. Zapach nie jest zbyt ładny, ale nie zostaje na włosach, więc bez problemu można ją stosować.




Ostatnim produktem, który testuję od dłuższego czasu jest cedrowa nalewka do włosów, czyli po prostu odżywka do stosowania po myciu. Nalewka jest wykonana z cedru, czyli drzewa z rodziny sosnowanych co czuć po otwarciu buteleczki. Ten zapach trzeba lubić, ja osobiście nie przepadam, ale tak jak w przypadku wcześniejszej maski nie pozostaje on na włosach więc mi to nie przeszkadza. Nalewka ma za zadanie odżywić i wzmocnić włosy w czym sprawdza się idealnie. Nakładamy ją na 1-2 minuty po umyciu a następnie spłukujemy. Mi sprawdza się bardzo dobrze i na pewno sięgnę po kolejne opakowanie!

Piszcie w komentarzach czy mieliście okazję testować któryś z tych produktów! Lubicie produkty marki Bania Agafii?

Follow Us @redamancyy