Kochani, kochani! Jak dobrze, że już zaczynamy powolutku weekend! Ja już jestem po pierwszych zajęciach z moimi uczniami i naprawdę czekałam na powrót do pracy. Ale dzisiaj nie o tym! Weźmiemy sobie za to pod lupę bardzo ciekawy produkt od marki Face Boom, który udało mi się dorwać w Rossmannie na promocji. Kupiłam go za ok 17 zł i cena ta dotyczy produktu o pojemności 50 ml. Całkiem sporo, ale powiem Wam, że zauważyłam, że teraz produkty do pielęgnacji są zdecydowanie droższe niż wcześniej. Mamy też dużo większy wybór, także do wyboru do koloru! Na testy czemu nie :) Zobaczcie co sam producent mówi o produkcie.
opis produktu
,,Jestem naturalnym (99% składników pochodzenia naturalnego wg normy ISO 16128), nawilżająco-rozświetlającym kremem do twarzy i pod oczy, stworzonym z myślą o suchej, szarej i pozbawionej blasku cerze. Powstałem na bazie naturalnej, wegańskiej formuły. Dzięki mnie poczujesz się jak prawdziwa gwiazda!
Jestem lekki, więc idealnie nadaję się do codziennej pielęgnacji, również delikatnej skóry w okolicach oczu. Nie pozwolę, aby Twoja cera zdradziła, ile masz za sobą nieprzespanych nocy ;) Skutecznie złagodzę zaczerwienienia. Nawilżę i poprawię elastyczność Twojej cery, ujędrnię, rozświetlę i nadam jej promienny blask".
moja ocena
Produkty marki Face Boom stosowałam już wcześniej i kojarzą mi się z kosmetykami Miya czy też Nacomi, czyli o dobrym stosunku ceny do jakości. I powiem Wam, że się nie zawiodłam. Produkt baardzo dobrze mi się sprawdził i wbrew pozorom jest naprawdę wydajny. Używam go prawie codziennie od kilku tygodni i wciąż zostało go sporo. Muszę też bardzo pochwalić za świetne opakowanie w moim ulubionym, liliowym kolorze! Jest świetnie wykonane i ma fajne holograficzne wstawki. Bardzo mi się to podoba. Jeśli chodzi o zapach samego produktu to również bardzo w moim guście. Jest delikatny, choć odrobinę słodki.

Jako że zadaniem produktu jest rozświetlić, nawilżyć i złagodzić nie byłabym sobą gdybym nie oceniła go pod tym względem. Czy rozświetla? Jak najbardziej. Skóra po aplikacji produktu wygląda na bardzo świeżą, ładnie połyskuje. Nawilżanie? Nie trzeba tu za dużo mówić - oczywiście, że tak. Produkt bardzo ładnie wchłania się w skórę i dodatkowo ją nawilża. Sam w sobie nie jest bardzo tłusty, ale nie trzeba nałożyć go dużo aby rozprowadzić po całej twarzy. Jeśli chodzi o łagodzenie to dopełnia on tym swoje działanie. Skóra po użyciu wygląda świetnie. Ja używam go przeważnie rano, chociaż zdarza mi się też wieczorem. Gorąco polecam!
Czekam na Wasze komentarze czy mieliście okazję testować ten produkt? Co o nim myślicie?
Kochani, kochani! Jak się macie? Cieszę się, że moje posty cieszą się w ostatnim czasie pozytywnym odbiorem. Staram się być tutaj regularnie i, chociaż nie jestem aktywna w 100%, staram się dostarczać Wam jak najlepsze materiały! Już jutro obchodzę moje 24 urodziny i czuję, że to naprawdę czas aby wziąć życie w swoje ręce! Nie zawsze wszystko jest takie, jak nam się wydaje i z tego powodu stwierdziłam, że jest to świetny czas na zmiany - mniejsze i większe, aby iść w życiu do przodu!
A przed urodzinami, czas na mała pielęgnację! Jako że, organizuję małe przyjęcie dla mnie i moich znajomych, to wcześniej pielęgnacja jest nieunikniona! Z tego powodu chciałam pokazać Wam maseczkę, jaką udało mi się przetestować. Jestem ciekawa czy Wy mieliście okazje ją używać! A mowa o... Crazy Mango od Perfecta!
Jest to maska w płachcie, a dokładniej ,,na tkaninie'', które zadaniem jest przede wszystkim nawilżenie naszej skóry twarzy i jej rozświetlenie. Producent przedstawia 3 podstawowe produkty w składzie, które to powodują, a mianowicie - kwasy AHA, mango, a także kwas migdałowy. Maseczkę mamy trzymać na oczyszczonej twarzy przez 15 minut i czekać na efekt. A jaki ma on być?
Oczywiście, zwróćcie uwagę, że efekt wow osiągniemy dopiero przy regularnym stosowaniu produktu, a to oznacza 2-3 razy w tygodniu. Ja jednak rzadko kiedy zostaję przy jednej maseczce i lubię potestować sobie różne, ale po jednym użyciu jestem w stanie już powiedzieć co o niej myślę! :)
Oceńmy sobie maseczkę zaczynając od zapachu. Nie pachnie ona szczególnie mango, ale może to i dobrze. W końcu oznacza to, że nie ma ona sztucznych aromatów. Maseczka była bardzo fajnie pocięta po bokach, przez co można było sobie fajnie ją dopasować do kształtu twarzy. Maseczka była bardzo przyjemna dla twarzy, nawet bym powiedziała, że orzeźwiająca. Trzymałam ją 15 minut, tak jak zaleca producent. Po zdjęciu twarz była super nawilżona, a przede wszystkim pięknie rozświetlona. Napewno do niej jeszcze wrócę!
Czekam na Wasze komentarze czy używaliście już tej maseczki! Jakie są Waszymi ulubieńcami?
Dzień dobry kochani! Aż wstyd mi pisać po tak długiej przerwie. Sporo się pozmieniało, a przede wszystkim to, że nie jestem już studentką! Kilka tygodni temu obroniłam swoją pracę z oceną 5! także jestem z siebie bardzo zadowolona. Zakończył się pewien etap w moim życiu, ale na edukacji nie planuję poprzestawać, lecz stale działać i się rozwijać.
W dzisiejszym poście przychodzę do Was z nowością, która już jakiś czas temu pojawiła się w sklepie. Jak tylko zobaczyłam nowości od Bielendy z kolekcji blue matcha, to od razu sięgnęłam po krem do twarzy. Opakowanie prezentuje się świetnie. Jest bardzo proste, z pięknym designem i jest całkiem pojemne. Ja już wielokrotnie używałam różnych kremów z Bielendy i raczej się na nich nie zawodziłam więc i tym razem postanowiłam spróbować.
Jestem ciekawa czy mieliście okazję go używać! Piszcie w komentarzach co uważacie o tej kolekcji :)
Kochani, kochani! Witam Was po jakże długim czasie nie obecności, ale działo się sporo rzeczy - i mniej, i bardziej ciekawych. Przede wszystkim byłam chora - koronawirus dorwał i mnie, a później kilka razy zatrucie pokarmowe. Dodatkowo, miałam spory zawrót głowy w pracy, a ponadto piszę jeszcze pracę magisterską. Ciężko w tym znaleźć czas dla siebie, a nie mówiąc już o blogu! Mimo to - nie zapominam i czasem będę tutaj wpadać - zależy jak czas pozwoli :) W dzisiejszym poście przychodzę do Was z produktem, na który natrafiłam jakiś czas temu w Rossmannie. Jak go zobaczyłam, to stwierdziłam, że muszę się nim tutaj pochwalić i przede wszystkim porównać go z jego "normalną" wersją.
Podsumowując - czy wersja naturalna czy zwykła, ja nie widzę różnicy, tylko i wyłącznie w składzie. Moim zdaniem dopłata aż 8 zł do nowej wersji to trochę przesada. Za 20 zł można kupić sobie dwa zwykłe i uzyskać ten sam efekt. Nawilżenie jest genialne, ale ja cenię sobie to w każdym z Carmexów. Jestem bardzo ciekawa czy Wy mieliście okazję używać tego produktu. Piszcie w komentarzach co uważacie!
Dzień dobry wszystkim! Jak się macie? Jakiś czas temu na blogu wspominałam Wam o mojej pielęgnacji, w którym pojawiło się coś nowego, a mianowicie retinol. Jest to produkt o którym słyszałam w ostatnim czasie wielokrotnie i bardzo mnie zainteresował. Jak poczytałam sobie o nim więcej to okazało się, że ma on niesamowite właściwości i używając go teraz, za kilka lat sobie tylko podziękujemy. A dlaczego? Gdyż pozytywnie wpływa przeciwko zmarszczkom i fotostarzeniu się skóry. Postanowiłam zebrać dla Was wszystkie najważniejsze informacje dotyczące retinolu i się z nimi Wami podzielić, a także moje wrażenia po stosowaniu.
Jestem ciekawa czy stosujecie retinol w Waszej pielęgnacji. Jak Wam się sprawdza? Jakiego produktu z retinolem używacie?
W dzisiejszym poście przychodzę do Was jednak z produktem, który jakiś czas temu trafił w moje ręce. Jakiś czas temu na moim blogu mogliście zobaczyć perfumy, jakie dostałam w prezencie ( - klik - ), ale oprócz tego był w niej lotion do ciała z tej samej marki, czyli Yves Saint Laurent. Jest to produkt z wyższej półki, zatem jesteście ciekawi jak mi się sprawdza?
Jestem ciekawa czy mieliście okazję używać tego balsamu. :) Lubicie tę markę?
Kochani, kochani! Dzisiaj drugi dzień lutego. Jestem ciekawa kto zaczął razem ze mną wyzwanie włosingowe! Mam nadzieję, że będziecie z niego korzystać i razem ze mną zapuszczać i dbać o włosy. To jest początek do tego, aby wprowadzić to do naszej codziennej rutyny. W dzisiejszym poście, temat związany częściowo z tematyką włosów, a konkretnie z produktami, które ostatnio zamówiłam na Cocolicie. W moim zamówieniu pojawiły się dwa produkty do włosów oraz inne kosmetyczne, które chciałam Wam w dzisiejszym poście pokazać.
Eveline Cosmetics | Tusz do rzęs Oh my lash!
MakeUp Revolution | Korektor
Nacomi | Peeling do stóp
Anwen | Odżywka proteinowa Zielona herbata
Anwen | Maska Cool Bananas
I na koniec maska, o której na pewno pojawi się osobny post po dłuższym stosowaniu. Jej zadaniem jest ochłodzenie koloru włosów. Ta świetnie sprawdza się do włosów brązowych.
Piszcie w komentarzach czy używacie któryś z tych produktów. A może polecicie mi jakieś nowości, które Wam się ostatnio sprawdziły?
Witajcie kochani! Jak się macie? Mam nadzieje, że lepiej niż ja, gdyż ostatnio czuje się mocno przytłoczona psychicznie. Myślę, że wpływa na to całkiem sporo czynników, ale staram się oddać pracy i tworzeniu aby o nich zapomnieć. W dzisiejszym poście przychodzę do Was z zapachem, który całkiem niedawno dołączył do mojej kolekcji. O pozostałych pisałam w jednym z poprzednich postów, ale ten zapach ostatnio całkowicie skradł moje serce. Odkąd kupiłam swoje pierwsze droższe perfumy widzę ogromną różnicę pomiędzy oryginalnymi a takimi z sieciówek i zdecydowanie warto dopłacić stówę/dwie więcej aby cieszyć się zapachem na dłużej. Poniżej Libre, perfumy marki YSL, o kwiatowym zapachu z nutą owocową. 90 ml to koszt od 400 do 600 zł. Moje były w zestawie z miniaturką, która idealnie nada się do zabrania w podróż.
Piszcie w komentarzach czy mieliście okazje wąchać te perfumy. Co o nich sądzicie?

























